bilboard_900x200

Lechia – Wisłoka 1:2 (1:1)

Autor: | Dodano: czwartek, 14 Kwiecień, 2011


Wisłoka Dębica odniosła drugie z rzędu zwycięstwo i mocno zbliżyła się do czołówki. Tym razem podopieczni Romana Gruszeckiego wygrali 2-1 w Sędziszowie z Lechią.

LECHIA EXTRANS SĘDZISZÓW – WISŁOKA DĘBICA 1-2 (1-1)

1-0 Ciskał (29, dośrodkowanie Dudusia),
1-1 Orzech (38, wrzutka z wolnego Mariusza Wolańskiego),
1-2 Mariusz Wolański (65).

LECHIA: Mazurek – Malisiewicz, Doroba, Przybek, K. Branas – Duduś (75. Potwora), Ciskał, Wszołek, Kuter, Ciepiela (62. Pazdan) – Idzik (37. Bizoń).

WISŁOKA: Flasza – Bielatowicz, Mikulski, Wolak, Pyskaty – Orzech, Rokita (63. Wyszyński), Michał Wolański, Barycza (90. Augustyn), Mariusza Wolański – Adamczak (83. Zięba).

SĘDZIOWALI: Tomasz Jagieła oraz Grzegorz Żurawski i Antoni Pelczarski (Krosno).
ŻÓŁTE KARTKI: Kuter, Bizoń – Rokita, Mariusz Wolański.
WIDZÓW 450 (300 z Dębicy).

Mecz lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy chyba zaskoczyli rywala otwartą postawą.

– Trenowałem ten zespół przez dwa lata i myślałem, że znam go bardzo dobrze, Lechia jednak zaskoczyła mnie swoją postawą na początku meczu – schlebiał miejscowym Roman Gruszecki, kiedyś trener Lechii, a obecnie Wisłoki.

Zagrożenia pod bramką gości jako takiego nie było, ale to sędziszowianie częściej przebywali przy piłce. Wisłoka, z którą przyjechała spora grupa kibiców, stanęła jak wryta, gdy miejscowi wyszli na prowadzenie. Przez kolejne minuty dębiczanie byli, jak bokser po liczeniu.

Przełomowym momentem było zejście z boiska grającego trenera Lechii, który w jednym ze starć doznał kontuzji. Ledwie usiadł na ławce było 1-1. Nie bez winy przy tym golu był golkiper Lechii, który zmylił obrońców krzycząc „moja”, a piłki nie sięgnął. Zrobił to za to Krzysztof Orzech i wyrównał stan meczu. Od tego momentu stroną dominującą byli goście.

Po zmianie stron przewaga Wisłoki była coraz większa. Pod bramką sędziszowian zakotłowało się w 64. minucie. Najpierw Michał Wolański omal nie zaskoczył Kamila Mazurka z wolnego, zaraz potem zaś w słupek trafił Tomasz Barycza. Powiedzenie „do trzech razy sztuka” znalazło swoje potwierdzenie i w końcu po strzale Mariusza Wolańskiego piłka znalazła się w siatce.

Prowadzenie nieco ostudziło ofensywne zapędy gości, którzy skupili się by nie stracić gola i bezpiecznie dowieźć wygraną. Trzeba przyznać, że wychodziło im to świetnie. Lechia walczyła zaciekle do ostatnich sekund, ale bramki już nie zdobyła. Spore ożywienie wniósł Jan Pazdan, to akcje z jego udziałem były najgroźniejsze, ale najpierw Wojciech Duduś pomylił się nieznacznie posyłając piłkę, nad bramką, a chwilę później Janek dobijając strzał Ciskała z wolnego trafił w boczną siatkę.



Źródło: www.wisloka.webd.pl

Komentarze Facebook
Podziel się na:
  • Facebook
  • Śledzik
  • email
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Drukuj
  • PDF

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.