bilboard_900x200

Komplikacje na budowie autostrady A-4

Autor: | Dodano: wtorek, 17 Kwiecień, 2012

 
Robotnicy opuścili budowę. Powracają problemy przy budowie autostrady A-4 Kraków – Rzeszów. Jak poinformowali nas widzowie 300 drogowców zeszło we wtorek z placu budowy na odcinku Tarnów – Dębica. Jak mówią – nikt im nie płaci za pracę. Czy grożą nam kolejne opóźnienia w budowie małopolskiego odcinka drogi? Kilka dni temu upadłość ogłosił Poldim, jedna z czterech firm, które podjęły się wybudowania fragmentu Brzesko – Wierzchosławice.

Przedstawiciele firmy twierdzą, że podwykonawcy dostają pieniądze, tylko nie przekazują ich niżej, swoim podwykonawcom. Z kolei Oddział GDDKiA w Rzeszowie potwierdza, że Hydrobudowa z płatnościami się spóźnia i że w związku z tym robotników na placu budowy jest znacznie mniej. Z obserwacji wynika, że praca wre na obiektach mostowych. Drogowcy – nazwijmy tak umownie robotników zajmujących się budową samych pasów przyszłej autostrady – strajkują. Jak długo jeszcze? Tego nie wiadomo.

Daliśmy czas GDDKiA do wtorku. Jeżeli nie zagwarantuje nam pieniędzy, których nie wypłaciły nam firmy COVEC i DSS, rozpoczniemy paraliż całego kraju. Zaczniemy od Rzeszowa, Kutna i znów Żyrardowa – powiedział w rozmowie z tvn24.pl Piotr Ochnio. To on stoi na czele protestu firm-podwykonawców, którzy w czwartek zorganizowali kilkugodzinną blokadę krajowej „50” w okolicy budowanej autostrady A2. Ochnio mówi, że zalega z wypłaceniem swoim pracownikom ponad 8 mln zł i wie, że trafi do więzienia „albo za strajk albo za długi”, dlatego się nie boi. – Obiecuję, że ludzie na Euro nie dojadą. To będzie międzynarodowy skandal – dodaje.

Piotr Ochnio był niewątpliwie gwiazdą czwartkowego popołudnia. Jako jeden z podwykonawców na budowie autostrady A2 protestował w związku z ogromnymi zaległościami finansowymi, jakie mają wobec dziesiątek firm i tysięcy ludzi dwaj wykonawcy najbardziej prestiżowego odcinka autostrad w Polsce, łączącego Łódź z Warszawą.

Dwa tysiące osób czeka na pieniądze

Najpierw przez pół roku pracowałem dla COVEC-u, potem dla DSS. Przez ten czas zatrudniałem ponad 500 ludzi i korzystałem ze 120 maszyn. Nie dostałem ani grosza. Te 500-600 osób to są też żony i dzieci, więc w tej chwili jestem winny pieniądze dwóm tysiącom ludzi. Przeze mnie oni nie mają na chleb. Tak to wygląda z ich perspektywy i dlatego jestem zdesperowany. Ja i wielu ludzi w podobnej sytuacji do mnie musi te pieniądze odzyskać i gwarantuję, że nikt z nas niczego się już nie boi. Będziemy protestować do skutku, bo – jak ja to widzę – do więzienia trafię tak czy tak; albo za długi, albo za strajki.

Czas do wtorku. GDDKiA ma „furtkę”?

Na razie jednak Ochnio i grupa kilkudziesięciu podwykonawców, którzy w czwartek postanowili w trakcie strajku o zwarciu szeregów i podjęciu – w razie potrzeby – kolejnych akcji protestacyjnych – daje szansę Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad na wyegzekwowanie od banków będących wierzycielami upadłych firm pieniędzy, które pokryją długi względem pracowników.

– Razem z prawnikami zbadaliśmy sprawę. Znaleźli oni „furtkę”, która pozwala GDDKiA wyciągnąć z banków nawet 50 mln zł w związku z niedotrzymaniem umowy na wykonanie projektu autostrady. To oznacza, że Dyrekcja w ogóle nie musiałaby wykładać pieniędzy z własnej kieszeni. Problem w tym, że oni twierdzą, że nie są w stanie tego zrobić, dlatego daliśmy im czas do wtorku. Jeżeli nie uzyskamy odpowiedzi w tej sprawie, rozpoczniemy strajk we wszystkich miejscach kraju, w których panuje taka sama sytuacja.

W środę paraliż połowy kraju

Ochnio tłumaczy, że tak jak na A2 jest też w Rzeszowie i w Kutnie. – W czwartek dostałem z Wielkopolski (budowa A4) kilkadziesiąt telefonów z poparciem i zapewnieniem, że wkrótce będzie nas więcej. I obiecuję, że tak się stanie. Jeżeli uczciwie zarobione przez nas pieniądze nie trafią do naszych kieszeni, rozpoczniemy paraliż kraju – ostrzega.

Na pierwszy „ogień” ma pójść właśnie stolica Podkarpacia (drogi nr 19 i 4), Kutno (krajowa „2”) i ponownie odcinek w okolicach budowanej A2. – Tym razem zupełnie zablokujemy Żyrardów i Sochaczew, i znów będzie korek z Warszawy do Piotrkowa – zapowiada Ochnio. Mężczyzna dodaje też, że w przypadku Rzeszowa i Żyradowa będą to „sztywne blokady”, a w przypadku Kutna „będziemy wypuszczali 50-100 osobówek, które pojadą żółwim tempem, tworząc wielokilometrowe korki”.

Euro bez kibiców, bo nie dojadą

Środowy strajk na razie będący tylko „czarnym scenariuszem”, ma się różnić od tego czwartkowego jeszcze jednym, istotnym szczegółem. – Tym razem nie będzie oficjalny. Nikogo nie poinformujemy, gdzie i o której ruszymy na drogi, kiedy zaczniemy je blokować i policja nie będzie wiedziała, co się dzieje. Tym razem nie zdąży zorganizować objazdów, które w czwartek zorganizować jej pozwoliliśmy – mówi.

Wszystko to, to jednak tylko przedsmak nadchodzących miesięcy, bo Ochnio – powtarzający w rozmowie kilkakrotnie, że „nie cofnie się, bo jest zdesperowany” – zapowiada międzynarodowy skandal. – Obiecuję, że ludzie na Euro nie dojadą. Będziemy blokować drogi do skutku i bez względy na konsekwencje. W czerwcu wyjedziemy na drogi w tempie 2 km/h i ludzie staną w korku od Warszawy do Radomia – wieszczy.

 

Źródło: tvn24.pl oraz tvp.pl/krakow

Komentarze Facebook
Podziel się na:
  • Facebook
  • Śledzik
  • email
  • Gadu-Gadu Live
  • Twitter
  • Drukuj
  • PDF

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.